
Jesień w Puszczy Knyszyńskiej ma zapach, którego nie da się pomylić z żadnym innym. To mieszanina wilgotnej ziemi, liści rozkładających się w miękkim mchu, dymu z pierwszych ognisk i ostrego powietrza niosącego chłód poranków. Wystarczy otworzyć drzwi do lasu, by znaleźć się w świecie pełnym barw i ciszy, która nie jest milczeniem, lecz oddechem natury.
Drzewa płoną kolorami – złoto brzozowych liści przeplata się z ogniem buków i głęboką czerwienią klonów. Gdy słońce wznosi się nisko nad koronami, każdy promień wydaje się zatrzymywać na chwilę, jakby sam chciał ogrzać się w tym kolorowym pejzażu. Pomiędzy pniami snują się mgły – delikatne, mleczne, miękkie jak pajęcze nici. Zawieszają się w dolinach i nad łąkami, otulają polany, cicho przesuwając się między drzewami.
Wieczorem, gdy las cichnie, a pierwsze gwiazdy odbijają się w kroplach rosy, księżyc zaczyna swoje wędrówki. Oświetla mgły i liście, nadając im srebrny połysk. Wtedy wszystko nabiera baśniowego wymiaru – jakby za tym światłem naprawdę kryły się drzwi do innego świata. Do lasu, który oddycha snem i pamięcią.
Tu, w Puszczy, jesień nie jest tylko porą roku. Jest przejściem – między dniem a nocą, między latem a zimą, między światem ludzi a światem przyrody. Każdy krok po mokrej ścieżce, każdy oddech przesiąknięty zapachem liści przypomina, że wszystko przemija, ale też wszystko powraca.
W „Drzwiach do Lasu” jesień to czas lampionów z liści, które zatrzymują na chwilę ten kolorowy blask, zanim zgaśnie pod warstwą śniegu. To czas ciszy, ciepłej herbaty i wieczorów, gdy z namiotu można obserwować księżyc rozjaśniający mgłę – jak latarnię zawieszoną nad puszczą.
